Mei Xiu

279 lat


165 cm


Your figure is drowned out by the nightI look at the peach blossoms to see how they bloom...






Multikonta: Shizhi i gromada
Lin Mei Xiu
Metryczka


Imię: Mei (梅 ) Xiu (秀)
Nazwisko: Lin (林)

Data urodzenia: 08.10.1741 r.
Miejsce urodzenia: Pekin, Chiny

Wiek: 279 lat - przemieniona w wieku 22 lat
Wzrost: 166 cm
Waga: 53 kg

Rasa: wampir

Wizerunek: Fan Bingbing


Aparycja

Słowem tajemniczego wstępu... Widzisz ją - mleczność cery kusi swą delikatnością. Nie mija minuta, a już pragniesz ułożyć nań swe palce i przejechać nimi po jej powierzchni. W dotyku przypomina aksamit nieskalany dotąd nawet kroplą grzesznego szkarłatu. Suniesz wzdłuż filigranowej figury - jest jak marmurowa rzeźba spod dłuta znamienitego artysty. Zazdrościsz mu, krzywisz się, marudzisz! Oh... Ile byś dał prosty człeku za możliwość ponownego uformowania nieswojego dzieła - pragnąc gładzić i ugniatać fałszywy gorąc rozpalonego jestestwa. Chcesz jej - szalejesz za nią!
Głos jak narkotyk przepełnia ciało - wlewa się oczami, ustami - praktycznie każdym skrawkiem płonącego ciała, a w środku rozchodzi ku najmniejszej komórce. Serce bije Ci jak oszalałe i wtedy to się dzieje. Unosisz spojrzenie i nurkujesz w czerni jej własnego. Zapadasz się w momencie złączenia spierzchniętych warg z tymi karminowymi. Nagle ukłucie - opada fala czarnych włosów. Przykryci ciężką kotarą stają się dla siebie panami losu. Słodycz zakazanego owocu rozlewa się leniwie po gorącej gardzieli, a potem spływa dalej. Na moment ciepło duszy przechodzi na nią - Ty umierasz, ona zaczyna nowe życie...
Mówią, że piękna nie idzie ocenić jednym słowem - mają rację. Spójrz na nią i powiedz to sobie wprost. Blada boginka otulona czernią swych piór o stopach ledwie muskających utkaną zieleń skąpaną w dodatkach szlachetnej czerwieni.
Drobna postura nader często przypinała jej łatkę delikatnej - taka poniekąd była - jak rubinowa róża o pachnących płatkach, stabilnej łodydze i kolcach wysuwających się z jej wnętrza. Kwiaty nie bez powodu broniły się przed zwierzętami - wampiry nie bez przyczyny czaiły się wśród nich. Patrzeć w jej oczy, to jak zajrzeć w głąb zakazanego ogrodu. Tylko kwestią czasu było dobrowolne poddanie się pokusie. Owoc poznania Dobra i Zła - któż z obecnych odmówiłby sposobności zanurzenia się w nim...
A przecież poruszyła zaledwie ręką...



Charakter

Określić czyiś charakter… To jak próba policzenia kropel wody w płynącej rzece - ponoć niemożliwe... Ponoć... Coś Wam jednak powiem, tylko podejdźcie bliżej. Czasem przejęcie czyjejś osobowości przychodziło nam łatwo - czasem nie. Czasem też Istotom długowiecznym nie bez powodu często doskwierała samotność. Z racji swojego znużenia przestają szukać znajomości – nie lgną ku ciepłu, zrozumieniu i uwielbieniu… Nie pchają się także ku śmiercionośnemu światłu i nie błyszczą w otuleniu przez jego promienie. Pozbawieni mocy powoli więdną, aż nie stają się tym, co my ludzie po dziś dzień nazywamy grubą bryłą skutego lodu.
Mei była inna, choć w tym znaczeniu sam nie wiem, jak bardzo. Młody wiek bądź też średni w perspektywie lub zerknięciu przez czas powstania pierwszych wampirów – to nieistotne. Ku pokrzepieniu serc długowieczność nie wyżarła weń dziecięcej niewinności – wciąż potrafi się uśmiechać, wie, czym jest słowo "dziękuje". Nieobce są jej zasady dobrego wychowania, odrobina żartu, tudzież szczypta sarkazmu dla urozmaicenia.
Ponoć kluczem do sukcesu było odpowiednie wyważenie składników danego jestestwa. W tym konkretnym prócz delikatności i piękna nie zabrakło również kolców, no bo halo! Przecież róże nie bez powodu uchodziły za najgorsze – zdradliwsze były już tylko kaktusy.
Chłód jej spojrzenia – matki i opiekunki zarazem – pamiętała je po dziś dzień. W swej zwiewności i lekkości, z gracją i pewnie potrafiła wylądować na ziemi, po czym stawiać nań kolejne kroki. Jedni nazwą to zaślepieniem, inni podepną pod roztropność – ona nazwie to pewnym przymocowaniem głowy do karku.
W końcu nie bez przypadkowo najskuteczniejszą metodą zabicia wampira była jego dekapitacja… A prócz tego? No chyba nie bez powodu wylałem z siebie ten tak zwany hejt na początku. Pewnych cech osobowości nie można było tak po prostu ubrać w słowa. To trochę jak z kwiatami – niby wszyscy je znamy, a jednak nie wszystko o nich wiemy. I na litość boską niech nikt nie odważy się przy niej kłamać. To jedna z tych rzeczy, która już na starcie przekreślała potencjalnego rozmówcę.
A żeby chociaż odrobina finezji!


Biografia

Nie szukajcie tu cukierkowych słów, miłostek ani kolorów dla szczęśliwego zakończenia. To historia o życiu, nie zaś o zakłopotanej księżniczce, czekającej na wspaniałego księcia w lśniącej zbroi na grzbiecie białego konia – historia okryta bólem i krzykami w noc przyjścia na świat dziewczynki.
Urodzona latem w 1741 roku… Jakże cudowne zdziwienie i zawód zagościł na twarzy Pana domu. Przepowiadano mu syna – w zamian dostał żeńską potomkinię. Raczej bezużyteczna w kanonie tamtejszych czasów. Edukacja tj. nauka czytania i pisania – zwykła konieczność, której powiedzmy, że czasami wymagano od córki cesarskiego doradcy. Potem całość miała sprowadzić się do wydania jej na ślub o spisanym terminarzu na długo przed otwarciem dziecięcych powiek. Warunki paktu między rodzinami były proste – syn doradcy otrzyma rękę niewiasty, w odwrotności ta zostaje oddana pod pieczę królewskiego dziedzica ówcześnie panującego. Dalej… Powiedzmy, że wojna – wcześniej awantury, bunty – raczej nic specjalnego dla wiecznie wojujących ludzi. I tak w sumie wyglądały szarawe lata – rodzisz się, uczysz, dorastasz, przygotowujesz do zamążpójścia… I tylko jedna rzecz nie dawała Ci spokoju. Tamta dziwna postać wiecznie snująca się gdzieś w cieniu. Niby ją widzisz, a jednak przy każdej próbie podejścia, znika Ci dosłownie sprzed nosa.

Poznała ją jeszcze za czasów niemowlęcych – wówczas przedstawiła się jako „opiekunka”. Huh… Mało to adekwatne, ale skuteczne. W tylko sobie znany sposób nieznana nikomu kobieta wniknęła w szeregi ludzi – ona też w większości przyczyniła się do wychowania maleńkiego dziecięcia, dziewczynki i młodej dziewczyny… Swoją dojrzałość księżniczka miała osiągnąć stosunkowo szybko – w końcu heh, wymagano od niej potomstwa! To, że mężczyzna nie spełniał jej oczekiwań… Jak to mówią – kobiety i ryby w tamtych czasach głosu nie miały. Ona, grzeczna córka nie miała prawa sprzeciwić się woli ojca. I tak też pokornie skinęła głową na kilka minut przed opuszczeniem murów rodzinnego domostwa. Szczęśliwie (lub też nie) wkrótce miała uniknąć niechcianego losu…

Podróż wzdłuż Jedwabnego Szlaku – ważnego w historii Chin - mijała stosunkowo spokojnie, przynajmniej do czasu napaści. Zbójnicy, Mongołowie – po prostu rośli barbarzyńcy. Eskortę „księżniczki” wyrżnięto w pień, ją samą pojmano. Sprowadzona do poziomu trofeum, szybko wylądowała w namiocie przywódcy. Oczy zaślepione pięknem ciała zapragnęły go. Szelest szat, wierzganie jestestwa, a potem nagła cisza… Do skalania duszy nigdy nie doszło. Jedno pewne cięcie – wtedy po raz pierwszy czarne ślepia ujrzały płynny szkarłat. Cudowny zbieg okoliczności lub zwykły przypadek – nie jej to oceniać. Do eliminacji grupy porywaczy przyczyniły się anielskie ostrza.

Azjatycki ród łowców – no wtedy ich jeszcze nie znała, co jak widać, nikomu nie wadziło, na pewno nie dłoniom przekornego losu. Raz jeszcze uniósł i osadził na obcym piedestale ciało młodego dziewczęcia. Wtedy po raz oczarowane serce poczuło dziwną iskrę – wtedy faktycznie stała się księżniczką, ocaloną przez przystojnego księcia. Szkoda, że wkrótce baśń o pięknej Utopii roztrzaskano w drobny mak... I pomyśleć, że za wszystkim stał jej niekoniecznie ludzki wuj…

O swoim „pierwszym” zawodzie miłosnym wampirzyca niewiele mówiła – w zasadzie w ogóle nie poruszała tamtego wątku. W zamian za to podkreślała fakt, że to z jego powodu doszło do kolejnego skrzyżowania dróg między nią a opiekunką… A może jednak… Matką? No nieważne. Liczyły się tylko intencje, a te wampirzyca miała… Powiedzieć, że dobre, to jak skłamać rozmówcy w żywe oczy. Nigdy nie uchodziła za kwiat niewinności, a jednak dla niej nadstawiła karku. Dlaczego?

Swoich mocy nieśmiertelna na uratowanej dziewczynie użyła kilka razy – po raz pierwszy w celu oczyszczenia jej pamięci za czasów pobytu w domu i drugi, gdy po wstrzyknięciu odrobiny jadu do krwiobiegu, wymusiła na organizmie przyspieszone ozdrowienie. I na litość wszystkich demonów w Edomie – nie pytajcie jej o powód – i tak Wam go nie poda, no bo halo! Japończycy takowego nie potrzebowali w trakcie wyżynania się i obcowania z pojmanymi niewiastami…

Początek i koniec rozdziału zaczynały się w momencie uznania dziewczyny za zmarłą. Cóż za ironia… A ponoć ojciec ją bardzo kochał – no jak widać nie na tyle, aby kontynuować poszukiwania dziecka. W efekcie nie taka już młoda jak na tamte czasy Mei wylądowała pod skrzydłem Juan. O tym, że były ze sobą spokrewnione dowiedziała się od niej po niespełna dwóch miesiącach od dnia przygarnięcia. Tak zwany czas pomiędzy spędziła wpierw na długiej podróży – wampirzyca wywiozła podopieczną daleko, daleko w dal - wpierw aż to Xi’an w prowincji Shaanxi – miejsca spoczynku legendarnej Terakotowej Armii oraz jej lidera – Pierwszego Cesarza.
Pierwszy miesiąc obie kobiety spędziły w leżu i siedzibie nieśmiertelnej. Wówczas rozpoczął się trening. Juan nigdy nie powiedziała „DLACZEGO” akurat wtedy narzuciła jej naukę niecodziennego kunsztu. Liczyło się tylko posłuszeństwo, a Mei przecież na brak takowego nie narzekała. Być może za sprawą uzależnienia od jadu, a może pod wpływem działania wampirzych mocy – nie jej oceniać – grunt, że pokornie przyjmowała i wypełniała wolę starszej. A przecież była to tylko zwykła sztuka tańca z wachlarzami…
Na końcu i początku drugiego miesiąca, chłodna nauczycielka wyjawiła jej prawdę…


林梅 秀


[…] Nigdy nie mówiła mi, dlaczego do naszych spotkań dochodziło tylko nocami. W tamtą konkretną zaprosiła mnie do siebie. Posłusznie przyszłam i usiadłam na jednej z wielu miękkich poduszek. Mistrzyni, bo tak właśnie kazała się zwać, pogładziła mnie czule, niespodziewanie wyjawiając całą prawdę. Wieści o spokrewnieniu przyjęłam z ogromnym szokiem. Ona i ja pochodzące z jednej krwi… Ona… Królowa… Nie… Cesarzowa Dynastii Ming! Myślałam, że to sen – szybko wyprowadziła mnie z błędu. Ująwszy mą twarz, wyszeptała jeszcze kilka ckliwych słów, a potem wszystko wokół zaczęło tańczyć. Przez kolejny rok trwałam u jej boku, jako dziedziczka krwi, którą chroniła od dnia moich narodzin – jako sługa, uczennica i jej prywatny ghul… Pod jego koniec, a w noc swoich urodzin umarłam i narodziłam się na nowo…

Z fragmentu dziennika wampirzycy


O swojej przemianie Mei Xiu niewiele mówi. Wiadomo jedynie, że nie było to typowe gryzienie i zakopywanie pod ziemią. Bardziej przypominało prawdziwy rytuał – taki, którym stara wampirzyca poddała kilka osób ze swojego niewielkiego grona – ówczesnego chińskiego klanu wampirów zamieszkujących ziemie sławetnego Xi’an.
A więc stąd tyle legend o dziwnych poruszeniach posągów Terakotowej Armii… Jak widać plotki o pragnieniu zdobycia nieśmiertelności Cesarza miały swoje pokrycie – wprawdzie niekoniecznie zgodne z datą istnienia obecnych tam wampirów, ale jednak…

Początek i koniec – ot paradoksalna porażka. Czas swojej świetności, nauki kunsztu, mnogich podróży, poznania zakazanego, a bardziej upadek klanu wampirów pod pieczą Juan datuje się na rok około 1900. Do nagonki doszło z powodu konfliktu międzyrasowego – wampiry i wilkołaki. Dzieci Nocy i Księżyca nigdy nie pałały do siebie sympatią. Zaledwie ziarenko nieporozumienia – maleńkie, a jednak mordercze jak to, które kiełkując, okryło swego czasu świat peleryną wojny…
O samym konflikcie mówiło się, że powodem starcia był denny motyw romansu między wampirzycą a wilkołakiem – prawda to czy kłamstwo? Ponoć za mieszaniem gorzkiego naparu stały osoby trzecie te, którym względna koegzystencja obu ras ewidentnie wodziła. Próba poznania detali spełzła na niczym – krew, krzyki, upadek ciał… Tamta noc przyniosła ze sobą wiele zła i śmiechu osób patrzących. Szczęśliwie w tragicznej masakrze kilka jednostek przetrwało – garstka wilkołaków dziś zamieszkujących góry Huang Shan i wampirów obecnie czających się w podziemiach Zakazanego Miasta.
Ból po utracie więzi ze stwórczynią był nie do zniesienia. Ucieczka z Chin to jedyne, co mogła wtedy zrobić, miast nieustannego tułania się po nich. Zabrawszy grupę podopiecznych zmarłej, opuścili rodzinny dom, tym samym na kilka lat zapadając się pod ziemię.
Po upływie pięciu lat od tragedii, drogi wszystkich wampirów się rozeszły…
Burza i deszcz – Japonia, dzielnica Gejsz, rok 1920… W przybytku głośne oklaski. Piękna Biała Dama – tak ją zwali – bajeczna gejsza otulona peleryną wielu tajemnic. Nie było takiego mężczyzny ani kobiety, którzy nie ulegliby jej urodzie. Mei Xiu… - wiedzieliście, że imiona te przejęła po swej matce? Nazwisko porzuciła, wkrótce przyjmując inne – fałszywe – na razie nikomu nieznane. Chwilowo widniała pod pseudonimem Sayuri… To właśnie pod jego przykrywką 179-letnia wampirzyca (157-letnia po odliczeniu wieku przemiany) poznała wielu przemykających Podziemnych oraz…
Wtedy ich ścieżki skrzyżowały się ze sobą. Potężny nieśmiertelny zaoferował jej pomoc, a ona ją przyjęła i stała się jego wtyczką. Tutaj kończy się i zaczyna tajemnicza opowieść o powiązaniu z przedziwną sektą…


林梅 秀


Mroczna Wojna – opowiedz mi o tym – zaśmiała się dźwięcznie Mei do swej towarzyszki. Poznały się… A zapytajcie sami. Grunt, że znajomość przetrwała próbę czasu. Dwie niewiasty przypadły sobie do gustu – no przynajmniej w teorii – w praktyce wychodziło różnie. Grunt, że to dzięki niej, Chinka zdołała w większości przypadków zachować swoją anonimowość – była jak jej wiecznie czający się w cieniu Sith. Sprzedawała jej wiele nowinek – głównie ze świata i York… Chociaż wróć – o tym miejscu wiedziała całkiem sporo, bo jak na złość osiedliła się w nim za sprawą silnego przymierza z Sektą. Po jej zniknięciu nieśmiertelna chwilowo zawiesiła swoją „działalność”, jednocześnie przyglądając się przebiegowi wydarzeń. Widok upadających wampirów nie uradował jej, zupełnie jak szerzące się plotki na temat tajemniczego Mroku i kilku innych nowinek sprzed jego przybycia.
Niejaki Leyton? Nowe pakty? Rozbicie w szeregach Nefilim? Zaprawdę nastały ciekawe czasy – ciekawsze niż te pamiętające gorzkawy posmak wojny. W niej wampirzyca nie brała udziału, uznając swój wkład w nią za zbędny. W trosce o anonimowość pozwoliła szaleńcom w spokoju deptać własne poletko…
Czas przebudzenia i aktywacji siatki informacyjnej miał dopiero nadejść...


Ciekawostki

Mei oznacza śliwkę, Xiu zaś piękno. W pełnym tłumaczeniu jej imię nieprzypadkowo przyjmuje znaczenie: Piękne Drzewo Śliwy. Po dodaniu znaczenia nazwiska pełne tłumaczenie brzmi Las Pięknych Drzew Śliw.

Czasem posługuje się swoim pseudonimem za czasów pobytu w Japonii - Sayuri.

Srebrne pióro patronatem roku jej urodzenia. Czyż nie zbiegiem okoliczności jest jego niecodzienna barwa? Podobno Feniksy zrodzone ze słońca lśniły żywym płomieniem. Te, powstałe w nocy stały się ich przeciwieństwem.

Mimo młodego wieku, Juan pieczołowicie zadbała o dobre wykształcenie podopiecznej. Nieśmiertelna płynnie posługuje się językiem chińskim ze szczególnym naciskiem na dialekty: mandaryński (północne Chiny) oraz kantoński (Chiny południowe). Nieobce są jej również: język japoński i koreański, a także podstawy łaciny oraz rosyjskiego. Droga ku okiełznaniu angielskiego była prawdziwą jazdą bez trzymanki. Inna forma słów oraz akcent utrudniały naukę. Do dziś zdarza się jej lekko "zaciągnąć" ostatnią sylabę.

Zdolności czytania oraz pisania o dziwo otrzymała jeszcze za ludzkiego życia - luki w wiedzy o świecie uzupełniła jej wampirza opiekunka.

W czasach Qing oraz tych wcześniejszych kobietom nie wypadało walczyć. Wszystkie swoje obecne umiejętności Mei otrzymała dzięki długim treningom pod okiem surowej nieśmiertelnej. Owoc ciężkiej pracy przyniósł jej oświecenie w sztukach zakazanych, dziś znanych Przyziemnym jako akupunktura. W samej walce preferuje posługiwanie się wachlarzami.

Pomimo wampiryzmu, nieśmiertelna nie odmawia sobie przyjemności. Nie stroni od dobrych win, słodyczy (o zgrozo nigdy nie pójdzie w brzuszek) oraz dobrej herbaty (byle nie w torebce).

Posilanie się na człowieku nie stanowi dla niej problemu - ludzką krew uznaje za niesamowicie słodką. W sytuacjach awaryjnych zażywa specjalne serum - krew syntetyczną - łatwą w przechowaniu oraz dłużej zdatną do zapodania. W przypadku pożywiania się na innych Podziemnych: picie krwi starszego wampira uznaje za zaszczyt. Wilkołaki wedle jej mniemania uchodzą za rasę o niesamowicie ostrym smaku krwi - lubi ją, chociaż nie jest to preferowany pierwiastek jej diety. Od wróżek posokę przyjmuje stosunkowo rzadko - uważa, iż anielski pierwiastek psuje walory smakowe - stąd lekki posmak goryczy i stosunkowo spora niechęć do spożywania krwi Nefilim. Zdanie o czarownikach do dziś stanowi tajemnicę.

Shadowhunter

666 lat



All paths lead to death.

Administrator

Accepted
Drogi Użytkowniku!
Cieszymy się, że dołączyłeś do naszego forum, a Twoja Karta Postaci już została zaakceptowana! Przejdź teraz do zakładania koniecznych tematów. Zapoznaj się z Mechaniką Gry oraz Spisem umiejętności. Zachęcamy również do przejrzenia Mapy York! Poza taką mapą na forum znajdziesz również Mapę Świata z najważniejszymi lokalizacjami!
Życzymy Ci miłej zabawy!

Caranthir
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo